W tym
roku Letni Obóz Taekwon-Do spędziliśmy w Pucku, przerywając w ten
sposób, tradycyjne już pasmo wyjazdów do Zakopanego. 10 dni treningów
przeplatanych próbami wylegiwania się na słońcu, pozostawią chyba
miłe wspomnienia wszystkim uczestnikom. Znakomite jedzenie i dostęp
do dwóch sal gimnastycznych powinny zrekompensować niedogodności związane
z temperaturą wody pod prysznicami czy pechową pogodą.
Tradycyjnie już obóz zakończych się egzaminem na kolejne stopnie uczniowskie.
Tutaj możesz obejrzeć obozową galerię.
A co mówią sami uczestnicy:
"BYŁO SUPER... oprócz zimnej wody w łazience"
Adam Kądziela
"Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że jedzenie było bardzo
dobre (rzecz rzadko spotykana nawet w drogich lokalach gastronomicznych).
Co jednak najważniejsze gospodyni była bardzo życzliwa i pomocna a
zarazem nie wścibska.
Bardzo obawiałam się spotkania z młodszymi (dużo młodszymi) koleżankami
i kolegami, których nie znałam przed wyjazdem. Jednakże na miejscu
mile się zorczarowałam -brak podziału na grupy czy grupki "towarzyskie"
lub też wiekowe, za to 100% sympatyczna atmosfera. Gdyby tylko słoneczko
się nie odraziło...."
Ewa Lamparska
"W tym roku nasz obóz odbył się w Pucku. Choć pogoda nas nie
rozpieszczała, to nasz pobyt był bardzo gorrrący. Treningi odbywały
się dwa razy dziennie i były tak męczące, że nasze doboki można było
wyrznąć. Byliśmy jednak zawsze pełni energii i wigoru, gdyż pani kucharka
zawsze pilnowała byśmy byli najedzeni, a jedzenie było wyśmienite.
Nasze treningi miały jak najbardziej poważny przebieg, ale było na
nich wiele śmiechu. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz pojadę na obóz
Taekwon-Do w tym samym, a i większym składzie..."
Magda Zielińska
"Mało atrakcji turystycznych, o jeden trening dziennie za
mało. Bardzo miła atmosfera. Super jedzonko. Warunki mieszkaniowe
nie ubliżające normom."
Tajemniczy Nieznajomy
"Obóz jast naprawdę bardzo fajny, dużo można się nauczyć,
poprawić kondycję i zarazem odpocząć. Jest tu miła atmosfera, sami
znajomi ludzie.
Na treningach ćwiczymy pod fachową opieką i nadzorem instruktorów.
Dwa treningi dziennie a do tego instruktor o każdej porze dnia no
i zawsze można liczyć na pomoc starszych stopniem kolegów.
No ale nie tylko treningi; zawszwe są jakieś atrakcje takie jak np:
wywieczka do Władysławowa lub ognisko jak również wieczorne rozmowy
z kadrą, cichą i spokojną lecz ze wspaniałym poczuciem humoru. "Cicha"
nie dotyczy Mariusza Steckiewicza, który jest duszą towarzystwa.
Podobały mi się szczególnie rozgrzewki prowadzone przez instruktora
z Finlandii, panią Saiję Aalto. Był to też pierwszy obóz z udziałem
Andrzeja Chomiuka."
Michał Pokrzywnicki
"Obóz jest ogólnie O.K. Lepszym rozwiązaniem byłaby miejscowość
bezpośrednio położona nad morzem, ale wiem, że to wiąże się z wyższymi
kosztami. Rozplanowanie treningów i posiłków jest w porządku. Jestem
zadowolony."
Piotr Adamczyk
"Treningi były bardzo ciekawie prowadzone. Zakwaterowanie
też było dobre. Lecz jest jeden minus -miejsce pobytu nie było zbyt
ciekawe."
Przemek Gołembiowski
"W przeciwieństwie do znudzonych plażowaniem urlopowiczów,
narzekać na brak zajęć nie mógł chyba nikt z uczestników obozu.
Czas między treningami wykorzystywaliśmy na uzupełnianie wypoconych
kalorii i zgłębianie tajemnicy snu :)). Luksusem była też świetlica
z ping-pongiem (centrum kulturalne obozu ) nie wspomninając o wycieczce
do Władysławowa i ognisku z kiełbaskami.
Obóz był konkretny - prócz koszykówki i śladowej ilości gry w siatkówkę
;)) można było faktycznie poćwiczyć Taekwon-do, a w końcu po to wyjechaliśmy.
Mnie osobiście najbardziej ujęło za serce przemyślana ciągłość treningów
i szczegółowa analiza układów i poszczególnych technik, prowadzona
przez aż trójkę instruktorów, w tym Mariusza Steckiewicza a nawet
reprezentantkę Finlandii. Zapobiega to utrwalaniu błednych nawyków,
zwłaszcza u osób powracajacych do Taekwon-do po roku przerwy :))
Jako perełki wymienię takie słodkie zajęcia jak: możliwość układania
własnych walk i nauka masażu sportowego.
Mankamentów raczej nie odnotowałem, gdyż powtarzając za instruktorem
Andrzejem Chomiukiem: "o atmosferze obozowej decydują sami uczestnicy".
(Stanowczo dementuję pogłoski, jakoby narzekano na problemy logistyczne
i odległość od sali gimnastycznej :)))
Obóz w Pucku był czadowy i z pewnością każdy skorzystał uczestnicząc.Oby
następne okazały się równie udane, czego sobie i przyszłym uczestnikom
szczerze życzę."
Radek Kotkowski
"Obóz, który odbył się w 2002 roku w Pucku bardzo mi się podobał.
Treningi były prowadzone ciekawie (nietypowo). W czasie tych treningów,
dzięki temu że powtarzaliśmy wszystkie znane układy, poprawiłem w
swoich technikach wiele rzeczy.
Do zakwaterowania i wyżywienia też nie mogę się przyczepić. Były idealne.
Pokoje dobrze wyposażone i schludne, a jedzenie pyszne.
Ciekawą innowacją były też treningi z instruktorką z Finlandii Saiją
Aalto.
Jedynym mankamentem naszego wyjazdu była kiepska pogoda."
Wojtek Gajewski
"W dniach 15-25. VII odbył się kolejny obóz z udziałem zawodników
klubu
Kontra. I tym razem tylko klubu Kontra. Ta okoliczność nie wpłynęła
jednak
w żaden sposób na ogólną ocenę wyjazdu.
Właściwie zmieniło się wszystko:
transport - zamiast autokaru wybraliśmy tańszą i wcale ni gorszą podróż
pociągiem,
miejsce - po trzech latach wyjazdów do Zakopanego, przenieśliśmy się
w drugi koniec Polski, do Pucka
uczestnicy - tym razem postanowiliśmy zorganizować się sami i nie
było z
nami kolegów z Białej Podlaskiej i Gdańska
treningi - zamiast normalnych obozowych treningów, bardziej zadbano
o naszą technikę niż kondycję, treningi miały bardziej postać seminariów.
A
odbyło się to mniej więcej tak: Największa grupa obozowiczów wyruszyła
dzień wcześniej, w nocy, pociągiem z Dworca Zachodniego. Nadzieje
o pustych przedziałach szybko minęły gdy zobaczyliśmy tłumy na peronach.
Jednak jakimś cudem udało się dla wszystkich znaleźć miejsca, choć
byliśmy nieco rozproszeni.
Do Pucka dotarliśmy rano. Z dworca do pensjonatu nie było daleko
więc
ruszyliśmy na piechotę. Miejscówka na pierwszy rzut oka nie robiła
żadnego
wrażenia, ani na plus, ani na minus.Pensjonat "Ola" jeśli
dobrze pamiętam.
Rozdzieliliśmy pokoje między siebie i mieliśmy czas na odpoczynek
po
nieprzespanej nocy. Tego samego dnia wieczorkiem odbył się jeszcze
"rozgrzewkowy" trening.
Do dyspozycji mieliśmy aż dwie całkiem przyzwoite sale (w jednym
budynku), jednak żeby nie było za pięknie, droga do miejsca ćwiczeń
zajmowała jakieś 25 minut.
Treningi odbywały się dwa razy dziennie, a gdy była ładna pogoda
to część
trenujących bezpośrednio po nich uderzała w kierunku plaży. Pogoda
była
mieszana. Przez kilka dni upały, przez kilka następnych szaro i
chłodno.
Jednak w tym wypadku ciężko ocenić co było korzystniejsze ponieważ
na sali
okna otwierały się tylko w ograniczonym zakresie i podczas upałów
było
naprawdę ciężko, w te chłodniejsze dni ćwiczyło się o wiele przyjemniej,
odpadała jednak wtedy plaża.
Jak już napisałem treningi nie były nastawione na wykończenie nas,
a na
podniesienie naszych umiejętności. Można też było pograć w koszykówkę
oraz siatkówkę (tylko w ramach rozgrzewki oczywiście :)).
Tak więc bardzo dokładnie przerobiliśmy wszystkie układy aż do Choong-Moo
włącznie. Były też treningi nastawione na walkę sportową, tu zajęliśmy
się
podstawowymi technikami o których bardzo często się zapomina.
Kadrę obozu stanowili Mariusz Steckiewicz IV dan, Saija Aalto III
dan i
Andrzej Chomiuk I dan. I naprawdę należą im się podziękowania za
ten obóz,
bo widać było że są Oni dla nas.
Dla nas również była właścicielka pensjonatu w którym mieszkaliśmy.
Jeszcze nigdy nie spotkałem się z taka troską o wczasowiczów. Jedzenie
było przepyszne, i zawsze w dużych ilościach, do tego zawsze można
było poprosić o dokładkę. Bardzo miłym akcentem była również możliwość
prania doboków.
Pani która nas tam gościła traktowała nas niemal jak swoje dzieci.
Lepiej
trafić chyba nie mogliśmy.
W połowie obozu zrobiliśmy jeszcze ognisko z kiełbaskami (fuj :))
na plaży,
które zostało uatrakcyjnione przez naszych muzyków oraz bitwy młodzieży.
A na samym niemal końcu odbył się egzamin. Zdali wszyscy którzy
chcieli,
chociaż jedna osoba dostała ostrzeżenie. Dla równowagi były też
zaliczenia o
dwa stopnie.
Podróż do domu, nie przyniosła żadnych niespodzianek i wszyscy punktualnie
dotarliśmy na miejsce. Zmęczeni ale szczęśliwi.
Czekam na następny, mimo że to trudne to jeszcze lepszy obóz
Kilka dni później wyjechałem na Przystanek Woodstock, ale to już
zupełnie
inna historia ;-)"
Marcin
Pikalski
|