| MOJA PRZYGODA Z JACKIE CHANEM |
Na temat Jackie Chana można by pisać w nieskończoność !!!
Człowiek który dokonał przełomu w filmach rodem z Hongkongu wyprowadzając upadający po śmierci Bruce`a Lee gatunek filmowy zwanych umownie "kung-fu", lub "karate" na nową drogę . |
Po raz pierwszy usłyszałem wzmiankę o Jackie Chanie w 1984 roku (dokładnie nie pamiętam czy to na pewno był ten rok - byłem trochę mały - ale były to Święta Wielkanocne) w każdym razie wtedy to TVP wyemitowała film w magazynie "Kino Oko" pt. "Bruce Lee - narodziny legendy". W tym to filmie została zaprezentowana walka z udziałem Jackie Chana opatrzona komentarzem, iż "...nawet Jackie Chan nie twierdzi, że jest nowym Bruce`m Lee, bo nowego Bruce`a Lee nie będzie nigdy. Bruce Lee odszedł, ale nadal żyje jego duch, to jest właśnie legenda Bruce`a Lee". Walka, którą pokazano (jak się później okazało) pochodziła z filmu "Winners and Sinners" i zrobiła na mnie ogromne wrażenie, bardzo się różniła od walk Bruce`a Lee. Była zrealizowana w szybkim tempie i kończyła się wykopaniem jednego z przeciwników przez okno (a przeciwników było wielu). |
| Po emisji filmu nazwisko aktora Jackie Chan zapadło mi w pamięci. Jednak nadal interesował mnie bardziej Bruce Lee, jego film "Wejście Smoka" bił wówczas rekordy popularności w Polsce i nie było osoby, która by o nim nie słyszała. Więc ja jako młody wówczas fan martial arts także się interesowałem niepokonanym mistrzem kung-fu. |
| W prasie dla młodych ludzi ukazywały się artykuły o sztukach walki,
bardziej lub mniej fachowe. Namnożyło się specjalistów tego tematu, jednak
większość nie miała zielonego pojęcia o czym pisze. Czytałem jednak wszystko
jak leci, a oceny dokonałem kilka lat później, kiedy sam zacząłem uprawiać
Taekwon-do - koreańską sztukę samoobrony. Była również taka gazeta "Świat Młodych" (wiem, że starsi pamiętają, ale młodsi na pewno nie, więc przypominam), w której także podejmowano temat sztuk walki. W jednym z numerów (1985 lub 1986 r.) zaprezentowano aktorów grających w filmach kung-fu w Hongkongu. Opisywano ich wszystkich, w jakich filmach wystąpili, czy są udane czy nie itd. Moją uwagę zwróciło wówczas jakby znane mi już wcześniej nazwisko Jackie Chan, tylko nie mogłem sobie przypomnieć skąd je znam. Autor pisał, że jest w Hongkongu taki aktor, który sam wykonuje wszystkie swoje kaskaderskie sztuczki, a jego filmy zawierają dużą dawkę humoru i że połączenie tych elementów wprowadza świeżość do kina "made in HK". Jest także bardzo często reżyserem swoich filmów. Wymienił "Nieustraszoną hienę" 1 i 2. Po przeczytaniu artykułu, przypomniałem sobie, że parę lat wcześniej widziałem tego gościa w urywku walki i bardzo mi się spodobał. |
|
|
Kolejnym etapem mojego poznawania Jackie Chana,
było wprowadzenie do polskich kin filmu "Protector". Wtedy już wiedziałem kto gra główną rolę w tym obrazie jednak nie udało mi się pójść do kina i zobaczyć czy naprawdę jest tak dobry jak o nim piszą, a to z prostego powodu nie miałem jeszcze 18 lat, a film był właśnie dla dorosłych. Nie myślcie, że nie próbowałem, próbowałem a jakże tyle tylko, że mnie nie wpuścili. Co się odwlecze... Za kolejną próbą w mniejszym kinie (nieistniejącym już) udało mi się osiągnąć cel. Film wydał mi się fajny, ale walki nie były podobne do tej która utkwiła mi w pamięci z "Bruce Lee narodziny legendy", a to właśnie dla walk poszedłem do kina. Brakowało szybkości, numerów kaskaderskich, a i humoru nie było za wiele. Pomyślałem wtedy, że autor artykułu na pewno się pomylił pisząc, że filmy z udziałem Jackie Chana są ratunkiem dla gatunku kung-fu. |
| Po latach okazało się, że to ja się myliłem, bo "Protector" był uznawany
nawet przez samego Jackie Chana za jeden z jego najgorszych filmów (osobiście
tak nie uważam, bo widziałem gorsze). Chociaż do dziś pamiętam jedną z
opinii głoszonych przez mojego kolegę Jasia Klimiuka, że ze wszystkich
filmów jakie widział z udziałem Jackie`go najbardziej podobał mu się właśnie
....."Protector". Cóż każdy ma prawo do swojej oceny. To był pierwszy film Jackie`go, który obejrzałem w kinie. Kolejne, a były to "Big Brawl" i "Drunken Master" zobaczyłem już na video (jeden wieczorem, a drugi rano - w maratonie video jaki urządziliśmy w moim domu - wtedy posiadanie magnetowidu nie było sprawą oczywistą, więc raz na jakiś czas organizowało się seanse u kogoś, a przychodziła na nie ogromna ilość osób), było to w 1988 roku. |
| Trenowałem już Taekwon-do i patrzyłem na filmy z walkami
bardziej krytycznym okiem niż dotychczas, ale DM zrobił na mnie takie
wrażenie, że nie mogłem nie obejrzeć go dwa razy pod rząd, moi "współoglądacze"
nie mieli "nic naprzeciwko, a wręcz przeciwnie". Może DM tak mnie zauroczył dlatego, że grał tam Hwang Jang Lee, koreański mistrz Taekwon-do (ale o tym dowiedziałem się dużo później), który techniki nożne miał perfekcyjne. |
|
Następne filmy Jackie Chana przyszły wraz z rozwojem
rynku video w Polsce.
Były to oczywiście pirackie kopie, ale wówczas o oryginalnych nikt nie słyszał. Pamiętam jak nie mogłem się doczekać nowego filmu z Jackie Chanem. Razem z kolegą jeździliśmy na "bazar Rembertów" do Warszawy tylko po to, aby przywieźć nowy film Jackie`go. Po czym wracaliśmy i od razu oglądaliśmy z wypiekami na twarzy czekając czym nas tym razem zaskoczy. A zaskakiwał zawsze !!! Kaskaderką, walkami, humorem niespotykanym nigdzie indziej, no i przede wszystkim świeżością pomysłów, o których tyle lat wcześniej czytałem w "Świecie Młodych". "Zbroja Boga', "Project A" 1 i 2, "Police Story", "My Lucky Stars", "Powerman" - niemiecki tytuł, "Snake in the Eagle`s Shadow", następnie "Miracles" i "Twinkle Twinkle Lucky Star", to były filmy które w pierwszej kolejności obejrzałem. W tej chwili nie pamiętam dokładnie, ale ta grupa filmów była pierwsza. Zostałem fanem Jackie`go na dobre !!! Nie wszystko w jego filmach było wspaniałe i idealne, ale nie ma filmu bezbłędnego. Ja jednak uważam, że trzeba wybierać nawet ze złych filmów to, co jest dobre i tym mierzyć wartość danego obrazu. Obecnie Jackie Chan podbija światowe rynki, kiedyś nie był tak popularny w USA, ale mimo to jego twóczość była znana nawet w Europie Wschodniej. Kariera jaką robi w Hollywood jest jak najbardziej zasłużona, jednak szkoda, że zatracił przez to wiele ze swojego starego, ale jakże niepowtarzalnego stylu. |