|
Zimowy
Obóz Taekwon-Do
ZAKOPANE '2001
04
lutego zakończył się kolejny Zimowy Obóz Taekwon-Do - Zakopane
2001. W obozie wzięło udział ponad 60 osób z kilku ośrodków Taekwon-Do
w Polsce. Mimo iż pogoda stanowiła wielką zagadkę, na okres naszej
obecności zima sypnęła sniegiem. Kolejny już raz adepci Taekwon-Do
mieli możliwość spróbowania swoich sił w środowisku odmiennym
od sali gimnastycznej. Nauka i praktykowanie sportów zimowych,
przy okazji obozu Taekwon-Do, okazuje się wspaniałym uzupełnieniem
procesu treningowego oraz fantastyczną formą czynnego wypoczynku,
na który przecież wszyscy ciężko pracowali.
A co mówią sami uczestnicy...?
"W dniach 27.I-04.II.2001
odbył się kolejny obóz TKD organizowany przez Klub Taekwon-Do
Kontra (W-wa) i
Bialski Klub Taekwon-do. Cała
impreza tradycyjnie już odbyła się w Zakopanem.Tym razem jednak
każda grupa miała oddzielny środek transportu, co uniemożliwiło
integrację nowych zawodników, jednak w zamian za to całą drogę
przebyliśmy w półpustym autokarze, dzięki czemu warunki jazdy
były nadzwyczaj komfortowe (niestety chyba nie mogą powiedzieć
tego samego ludziska z Gdańska, którzy przez całą Polskę musieli
się tłuc pociągiem). Po dotarciu na miejsce i zjedzeniu obiadokolacji,
wysłuchaliśmy powitalnej przemowy Zbigniewa Bujaka Vdan, który
to przedstawił całą kadrę
[--BACZNOŚĆ-- Mariusz Michalczuk (IV), Mariusz Steckiewicz (IV),
Tomek Mazurek (II), Marcin Wołosz (I)--SPOCZNIJ--], powtórzył
regulamin obozu (który notabene kilka osób naruszyło). I tyle
było spokoju, zaraz potem dziarskim krokiem wszyscy udali się
na salę treningową. Nie obyło się niestety bez kilku problemów
organizacyjnych, zwłaszcza przy wypożyczaniu nart, i ustalaniu
godzin treningów. O tych drobnych wpadkach jednak szybko dało
się zapomnieć dzieki morderczym treningom. Te odbywały się dwa
razy dziennie, a wieczorami ruszaliśmy na podbój zakopiańskich
stoków. Część zajęc odbywała się w Centralnym Ośrodku Sportowym
na naprawdę doskonałej sali. Sala była tak wielka że bez problemów
mogły się na niej odbywać równolegle 2 treningi dla 30 osobowych
grup. Ale żeby jednak nas zbytnio nie rozpieszczać, dbając o nasze
wychowanie i budując w nas silną wolę, kilka treningów urządzono
na hotelowych korytarzach (na wykładzinie). Mimo wszystko niektórym
2 treningi dziennie i narty nie wystarczały i odgłosy kopania
w łapy roznosiły się po hotelowych korytarzach nieraz i po pierwszej
w nocy. Treningi były nastawione raczej na szlifowanie posiadanych
już umiejętności przed kończącym obóz egzaminem, niż na poznawanie
nowych technik (choć i takie się zdarzały). Do kończącego obóz
egzaminu przystąpiło około 20 osób, ok. 5 przeceniło swoje umiejętności
i dostało minusy, jedna osoba zdała o dwa stopnie. Podsumowując,
obóz się udał (jak zwykle:) ) i to zarówno dzięki uczestnikom
jak i dzięki niesamowitej kadrze. Uważam że warto jeżdzić na tego
typu zgrupowania ponieważ oprócz doskonalenia swoich umiejętności,
można zawiązywać nowe znajomości oraz pogłębiać te starsze, no
ale to już temat na inną książkę. W 3 słowach: OBY TAK DALEJ!!!
Taekwon!"
Marcin Pikalski - Klub Taekwon-Do Kontra, Warszawa
"W
tym roku pojechaliśmy na obóz do Zakopanego. Przez Ponad tydzień
ciężko trenowaliśmy nie tylko Taekwon-Do, ponieważ nasi dzielni
trenerzy, uczyli nas również, jeździć na nartach. Niektórym
jednak dwa, a nawet trzy treningi dziennie nie wystarczały,
tak więc trenowali również w nocy.
Na
obozie były trzy grupy ćwiczących: z Białej Podlaskiej, Warszawy
i z Gdańska.
Przez
te kilka dni wszyscy się zintegrowaliśmy i to również bardzo
umiliło nam pobyt.
Ferie,
ferie i po feriach. Trzeba wracać do domu, szkoły i z utęsknieniem
czekać do następnego obozu
Taekwon-Do."
Magda
Zielińska Klub Taekwon-Do Kontra, Warszawa
Całkiem niedawano temu, za górami, za lasami, stał wielki, potężny
pałac. Zamczysko owe komnat bez liku posiadało: były tu ciasne,
zimne i mroczne, ale i wielkie, przestronne i wygodne, z wspaniałymi
widokami z okien i wielkimi różowymi wannami w łazienkach...
Pewnego dnia w pałacu zjawiło sie plemię obce, a wykazywało
ono niezbadana i dziwaczną skłonność do przebieranek w szaty
białe, a każdy z członków jego ruchliwy niesamowicie i każdy
wciąż to podskakiwal, to machał kończynami, to znów poruszał
w sposoby dziwaczne swe ciało, gdy zasłyszał pieśni... Codzień
owe stworzenia po dwakroć oddawały się rytuałom, podczas których
czyniły to naraz wszystko, sapiąc i dysząc nieraz okrutnie.
Zapytałby się kto po cóż to czynią i na cóż tu zjechali, a one
podrapawszy się po potylicy rzekaja enigmatycznie: "Bo mnie
tu Droga przyniosła" i dalej kreślą w powietrzu przeróżne figuryje
geometryczne. A byli wśród nich tacy, co przepasali się czarną
wstęgą i znać było, że dumni są z tego i ważniejsi się zdają
od reszty całej. A wszyscy oni tym się odznaczali,że niezwykłej
postury byli, a widok ich podczas fizykalnych ćwiczeń.. (tu
gawędziarz musiał na wspomnienie samo powziąć kilka oddechów
śpiesznych, acz głebokich, i utrzymać w piersi rozdygotane serce...co
zrobiwszy z przyczyn przyzwoitości zaczętej mysli postanowił
nie kończyć). Wszyscy prawie z przyjezdnych w zwyczaju mieli
po zmroku dziwnym jakimś zaklęciem wydłużać stopy swoje i na
śniegiem solidnie okryte zbocze się udawszy jużci na tych wielgachnych
stopiskach się ścigać. A jednym wychodziło to lepiej, a drugim
gorzej: i tu czarne wstęgi zdawały się niekiedy tracić na ważności..
lecz krótko trwała poniekąd ta sytuacyja. A gdyby któryś spytał:
czym żył ten lud osobliwy i co sił mu w dzień każdy dodawało
to wyjaśnić trzeba, że oprócz rytuałów swych, gdzie pot z nich
litrami wysiłek wyciskał schadzali się oni trzykrotnie na dzień
na zgromadzenia innej osobliwości, w czas którego ucztowali
przy suto i wykwintnie stołach zastawionych, a zewsząd słychać
było pieśni magiczne, co kazały im "wznosić" się w górę i tym
samym strawy dla duszy przysporzały.. A wszystko trwało dni
dziewięć, a osiem nocy, a na dzień przedostatni plemię owe w
szczególnym wzięło udział zebraniu, gdzie czarne wstęgi za ławą
się rozsiadłszy jużci musztrować poczęli kogo zdołać mogli.
Lecz ci, co na musztrę tę poszli lamentu i jęku nie podjęli:
i dostali wreszcie, co chcieli. ....To koniec owej baśni, lecz
słuchajcie moi mili: wszechrzecz, coście tu się dowiedzieli,
prawdziwym opisem stoi najprawdziwejszej chwili. Zresztą i ja
tam przecie byłam, stopą swą i pięścią biłam..
-Marta "K-dłubek" Scisło, Klub Taekwon-Do Kontra, Warszawa
A tutaj zapraszamy do skromnej galerii...
mail to: taekwondo@taekwondo.com.pl
|